All you need is telewizja 4K

All You Need Is Telewizja 4KSobota. Dostaję cynk o żenującej reklamie Orange. Zaglądam, oglądam, wzdycham. W komentarzach pod filmem widzę nazwisko bohaterki. Nie znam ani twarzy, ani nazwiska. Z pomocą popularnej wyszukiwarki dowiaduję się, że jest prezenterką telewizji śniadaniowej i zajmuje się życiem gwiazd. Po wpisaniu personaliów, jako pierwsze w wynikach wyszukiwania pojawiają się Plotek, Pudelek, Pomponik.

Bohaterka zamieszczonej tylko w Sieci reklamy zachowuje się dokładnie tak, jak należałoby oczekiwać po osobie, która prowadzi w telewizji śniadaniowej pasmo poświęcone celebrytom, a której nazwisko wpisane w Google’a powoduje wysyp linków do Plotka, Pudelka i Pomponika: papla jak gimnazjalistka, trzaska selfie, przegląda fatałaszki, a gdy zabraknie jej pieniędzy na koncie na kosztująca 449 zł bluzę napisem First love, second sex  bierze kredyt przez telefon.

Reklama podbija Internet, który reaguje – wybaczcie kolejny makaronizm – zbiorowym facepalmem, kręceniem beki i okazjonalnymi wyrazami oburzenia, związanymi z siermiężną formą filmu i pomysłem kupowania drogiej bluzy na kredyt.

Kilkanaście godzin później filmików już nie ma, jest za to mnóstwo komentarzy, począwszy od tych branżowych (Wirtualne Media, MediaFun), a skończywszy na, jakby to ładnie ująć, mediach popularnych: w online’owych edycjach Faktu, Super Expressu oraz a jakże na Pudelku i Plotku.

Zamieszczone na YouTube filmów zmieniły status na „prywatne”, stając się tym samym niedostępnymi dla internautów. Orange kapituluje pod ciężarem śmiechu, krytyki i oburzenia.

***

Sobota wieczór. Telewizja, blok reklamowy. Na szkolnym przedstawieniu, wyraźnie stremowana, urocza dziewczynka stoi w świetle reflektorów. Ma wykonać główną partię wokalną, ale mimo że wcześniej sumiennie ćwiczyła w domu, udaje jej się wydobyć z siebie jedynie słabiutkie…

„Lof”.

Mikrofon sprzęga, kamera pokazuje jak na widowni z ust dumnej z pociechy matki znika uśmiech, ustępując miejsca obawom i trosce. Zamiast radosnym wspomnieniem, występ dziewczynki może za chwilę stać się największą katastrofę jej młodego życia.

Na szczęście jest ojciec: widząc – i słysząc – co się dzieje, przejmuje inicjatywę. Dyskretnie wstaje z miejsca, gestem uspokaja dziewczynkę i zapewnia, że wszystko będzie dobrze. Ta bierze oddech, odzyskuje pewność siebie i zaczyna jeszcze raz. Tym razem jej głos jest czysty i mocny. W sali rozbrzmiewa „love, love, love” z beatlesowskiego „All You Need Is Love” i oklaski zachwyconych rodziców.

To, co najważniejsze, się nie zmienia – głos lektora puentuje film – ale zmienia się sposób, w jaki żyjemy. Dlatego powstał pakiet usług Orange Love, a w nim ultraszybki światłowód, telewizja w jakości 4K i nielimitowane rozmowy – wszystko, czego potrzebujesz, w jedynym takim pakiecie, za mniej niż 3 złote dziennie.

***

Mówi się, że słówko „ale” przekreśla wszystko, co zostało powiedziane przed nim. Kiedy szef wzywa Cię do siebie i mówi, że świetnie pracujesz, współpracownicy wyrażają się o Tobie wyłącznie w superlatywach, Twoje ostatnie projekty to pasmo sukcesów, ale… – to już wiesz, że nie chodzi o pochwały. Już wiesz, że to, co robisz dobrze, nie ma specjalnego znaczenia.

Dla Orange samo „ale” to najwyraźniej za mało. Pomarańczowy operator nie tylko umniejsza znaczenie słów, które padły przed „ale” – on wprost im zaprzecza. Każde słowo, które pada później, bezlitośnie rozprawia się z wygłoszonym sekundę komunałem, że niby to, co najważniejsze, się nie zmienia.

W tle słyszymy co prawda, że all you need is love, ale lektor nie pozostawia złudzeń: all you need is telewizja 4K, światłowód i nielimitowane rozmowy.

Miłość? Być może, ale tylko dlatego, że tak właśnie nazwaliśmy nasz pakiet.

***

Kilka lat temu, jeszcze w reklamie z Sercem i Rozumem, Orange idealnie – chociaż wątpię, by świadomie – podsumowywało konsumpcjonizm.

68 kanałów?! – wykrzykiwał wzburzony Rozum w reklamie radiowej – Przecież ty w życiu tego nie obejrzysz!

Jak zapłaciłem, to obejrzę! – odpowiadał(o) buńczucznie Serce.

Urzekająco szczera reklama. Nie potrzebujesz, nawet nie masz szans wykorzystać, ale kupuj.

***

Znajomy powiedział mi kiedyś coś, co głęboko utkwiło mi w pamięci. Coś, co lapidarnie i bardzo trafnie opisywało to, co od dawna uważam za jedną z największych zakał współczesnego marketingu, coraz bardziej oderwanego od produktu jako takiego, a coraz bardziej skupionego na budowaniu wokół niego emocjonalnej otoczki.

Reklama to używanie wielkich słów do sprzedaży małych rzeczy.

Trudno sobie wyobrazić lepszą ilustrację niż operator komórkowy nazywający swoją taryfę Miłość.

I mówiący nam, że to wszystko, czego potrzebujemy.

Życzyłbym sobie, żeby taka fala kpin, szyderstw i głosów oburzenia, jaka towarzyszyła występowi blond-celebrytki z Pudelka w głupawej reklamie usług finansowych Orange, spotkała tę sieć także za używanie wielkich słów do sprzedaży małych rzeczy. I nie tylko ją.

Cóż, pomarzyć można.

***

Przy dźwiękach Beatlesów na ekranie pojawia się korporacyjny slogan Orange: Liczy się to, co ważne dla Ciebie.

Liczy się to, co ważne dla Ciebie.

Najwyraźniej Orange wyjątkowo celnie punktuje nie tylko to, co najgorsze w marketingu.

Orange potrafi znakomicie uchwycić także to, co jest dzisiaj najgorsze w nas samych.

  • http://quiettreatment.blogspot.com Monia Jane

    Odwoływanie się do afektów działa doskonale i choć nie znam się na marketingu, wydaje mi się, że robi tak bardzo wiele firm z sukcesami sprzedających swoje produkty. Mamy pokochać firmę, a co za tym idzie jej produkty. Obdarzyć uczuciem, bo wtedy będziemy im wierni jak partnerowi. Dlatego tak wiele zwłaszcza wielkich korporacji, które nas trują tworzy kampanie wywołujące reakcje afektywne. Pewnie głównie wzruszenie, bo o to najłatwiej – dajemy dziadka albo małe dziecko, wszystkie smyczki jadą, a my się wzruszamy. Tworzy się fikcję, że wraz z Coca Colą sprzedaje się nam również wartości (bliskość, rodzinę, przyjaźń, quality time). Jest to straszne. Również dlatego, że jest bardzo skuteczne. Artykuł podam dalej!

  • http://quiettreatment.blogspot.com Monia Jane

    Odwoływanie się do afektów działa doskonale i choć nie znam się na marketingu, wydaje mi się, że robi tak bardzo wiele firm z sukcesami sprzedających swoje produkty. Mamy pokochać firmę, a co za tym idzie jej produkty. Obdarzyć uczuciem, bo wtedy będziemy im wierni jak partnerowi. Dlatego tak wiele zwłaszcza wielkich korporacji, które nas trują tworzy kampanie wywołujące reakcje afektywne. Pewnie głównie wzruszenie, bo o to najłatwiej – dajemy dziadka albo małe dziecko, wszystkie smyczki jadą, a my się wzruszamy. Tworzy się fikcję, że wraz z Coca Colą sprzedaje się nam również wartości (bliskość, rodzinę, przyjaźń, quality time). Jest to straszne. Również dlatego, że jest bardzo skuteczne. Artykuł podam dalej!