I jeszcze jeden, i jeszcze raz…

W związku z oddalającą się premierą nowych Gwiezdnych Wojen na DVD/Blu-Ray, ujawniam jeden z materiałów dodatkowych, jakie znajdziemy na tych nośnikach.

W związku z oddalająca się premierą DVD/Blu-Ray nowych Gwiezdnych Wojen, chciałbym…

Nie, nie pomyliłem się: oddalającą się premierą, a nie zbliżającą się – bo premiera „Przebudzenia Mocy” miała miejsce już 5 kwietnia, więc teraz już się oddała. Zbliża się co najwyżej polska premiera na tych nośnikach, przewidziana ponad dwa tygodnie później (21.04), niż premiera w cywilizowanym świecie.

W każdym razie, w związku z oddalającą się premierą nowych Gwiezdnych Wojen na DVD/Blu-Ray, chciałbym uchylić rąbka tajemnicy i ujawnić jeden z materiałów dodatkowych, jakie znajdziemy na tych nośnikach.

Ten materiał to skrócona wersja scenariusza „Przebudzenia mocy”. Jako pomoc wizualną, autorzy scenariusza, J.J. Abrams i Lawrence Kasdan, wykorzystali kadry z różnych – przypadkowych – filmów.

Zapraszam więc na seans.

Zdobywszy niezwykle ważne plany, ścigany przez wysłanników Największego Zła w Galaktyce, dzielny bohater rebelii przeciwko Największemu Złu w Galaktyce powierza owe plany, stanowiące być albo nie być dla rebelii, robotowi…

...po czym wpada w ręce straszliwego wysłannika Największego Zła w Galaktyce. Wysłannik ma czarne wdzianko, czarną maskę, czarną pelerynę, a w dodatku dziwnie mówi, słowem – wygląda, jakby w dzieciństwie zbyt poważnie traktował lekturę komiksów z Batmanem.

Miłośnik Batmana stosując brutalne metody przesłuchuje bohatera rebelii, jednak nie udaje mu się z niego zbyt wiele wydobyć. Wkrótce zresztą...

...do celi bohatera rebelii wpada szturmowiec, zdejmuje kask, żeby pokazać, że wcale nie jest (już) szturmowcem  i ratuje bohatera z niewoli.

Tymczasem robot umyka Największemu Złu w Galaktyce, jednak trafia w ręce niemających żadnego szacunku dla robocich żywotów handlarzy złomem...

...z których uwalnia go żyjący bez rodziców, młody przedstawiciel lokalnej klasy niższej. Mimo że prowadzi proste życie blisko najniższego szczebla drabiny społecznej, przedstawiciel lokalnej klasy niższej – jak się wkrótce okaże – jest świetnym pilotem, a Moc jest z nim silna. Doskonały materiał na Bohatera. Bohater, co ważne, mieszka na pustynnej planecie. Widocznie Moc rośnie najlepiej, gdy rzadko się ją podlewa.

Bohater szybko przekonuje się, że robot ściąga kłopoty jak magnes: konkretnie ściąga żołdaków Największego Zła w Galaktyce, którzy – puszczając z dymem wszystko, co stanie im na drodze – zmuszają Bohatera do ucieczki z planety.

Bohater nie ucieka jednak sam, ale wraz ze spotkanym osobnikiem o szemranym życiorysie zawodowym. Osobnik o szemranym życiorysie zawodowym pomaga Bohaterowi ujść z opresji, jednak robi to w dużej mierze we własnym interesie.

Wkrótce zresztą okaże się także, że bardziej niż walką o ideały wolności i równości, osobnik o szemranym życiorysie zawodowym zainteresowany jest tym, co zrobić z ludźmi, którzy mu źle życzą. (Jednak nie traćmy nadziei! Szlachetna natura, początkowo ukryta, weźmie w końcu górę, i w kluczowym momencie osobnik o szemranym życiorysie zawodowym pomoże Bohaterowi.)

Tymczasem w obozie gorszego/lepszego* sortu mieszkańców galaktyki…
(* niepotrzebne skreślić, wedle osobistych preferencji i upodobań)

Rebeliantów chce wykończyć militarna organizacja…

...majstrująca w tajemnicy nową, zagrażającą całym planetom, broń masowej zagłady...

...która jednak, mimo swojej potęgi, jest zaskakująco podatna na ataki myśliwców…

...pod warunkiem wszakże, że w ramach akcji dywersyjnej, Han Solo podłoży ładunki wybuchowe w kluczowej dla nowej broni instalacji.

Zanim jednak to się stanie, straszliwa broń zdąży rozwalić planetę – czy dwie – sympatyków rebelii w ramach pokazu siły...

...Bohater spotka niepozornego, kurduplowatego kosmitę o niezdrowym kolorze skóry i wieku zbliżonym do czterocyfrowego, który to kosmita okaże się znawcą Mocy (w sam raz dla Bohatera, z którym jak pamiętamy Moc jest silna, chociaż póki co niezupełnie przez Bohatera kontrolowana)...

...a gość w czarnym płaszczu i czarnej masce porwie główną bohaterkę żeńską; na szczęście na pomoc ruszy ekipa ratunkowa z wspomnianym już osobnikiem o szemranej przeszłości zawodowej…

...tylko po to, żeby podczas próby odbicia głównej bohaterki żeńskiej przekonać się, że ta radzi sobie całkiem nieźle i być może tylko dzięki niej misja nie kończy się fiaskiem.

W emocjonującym finale, Bohater z pomocą osobnika o szemranym życiorysie zawodowym  wyeliminuje z gry miłośnika Batmana (ale nie tak permanentnie – miłośnik Batmana zostanie unieszkodliwiony jedynie przejściowo)...

...a straszliwa broń masowej zagłady wyleci w powietrze, po spektakularnym rajdzie myśliwców w jej „kanałach”, budowanych chyba tylko po to, żeby było się po czym gonić.

Kiedy już zaś będzie po wszystkim, Bohater wyruszy w podróż, by odnaleźć zaginionego od lat mistrza jedi, który po pedagogicznej porażce (jeden z jego pupili przeszedł na ciemną stronę i narobił niezłego syfu w Galaktyce) zaszył się w samotni na jakiejś odległej, podmokłej planecie.

***

Koniec filmu. Ciekawe, co będzie w kolejnym?

Tak. Jeśli ktokolwiek miałby teraz jakieś wątpliwości, chciałbym je rozwiać – to są nowe Gwiezdne Wojny.

***

Kevin Smith, entuzjastycznie recenzując „Przebudzenie Mocy”, zastrzegł, że widzowie mogą nie uwierzyć mu, że „Przebudzenie” jest dobrym filmem, gdyż kilkanaście lat wcześniej ten sam Kevin Smith wychwalał „Mroczne widmo”, które – jak wiadomo – nie spotkało się ze szczególnie ciepłym przyjęciem fanów Sagi.

Naprawdę, niepotrzebnie. Jak na moje, „Mroczne widmo” to całkiem dobre Gwiezdne Wojny. Moim zdaniem największą wadą tego filmu wcale nie jest głupi Jar-Jar, drewniany Anakin czy wywołujące konsternację midichloriany, tylko fakt, że rozpoczynał trylogię, w której każda kolejna część przynosiła nieliczne, ale coraz bardziej przykre sceny, wywołujące coraz większe niedowierzanie (czytaj: facepalm). Ich kulminacją był groteskowy finał Części III, w którym Obi-Wan sadzi Anakinowi komunały o zawiedzionej miłości zaraz po tym, jak odciął mu dwie nogi i rękę, po czym zostawia go płonącego żywcem.

„Mroczne widmo”, chociaż zbierało gorsze recenzje, niż „Przebudzenie Mocy”, jest moim zdaniem po prostu lepszym filmem. I niezależnie od tego, czy ktoś ocenia tę próbę za udaną czy nie, a samego Lucasa za zdolnego reżysera czy wręcz przeciwnie, w „Mrocznym widmie” Lucas przynajmniej próbował rozszerzyć świat filmowych Gwiezdnych Wojen.

Tymczasem nawet jeden z najmocniejszych punktów nowego filmu – czyli BB-8 – może być zwykłym kopiuj-wklej pierwszego pomysłu Ralpha McQuarrie na R2D2 do „Nowej nadziei”.

***

Tak czy inaczej, „Mroczne widmo” jest filmem, na który poszedłem do kina 4 razy (chociaż muszę przyznać, że za trzecim razem powodowała mną ciekawość, jak wypadł polski dubbing, a za czwartym – chęć wymazania z pamięci wrażenia po trzecim razie), a „Przebudzenie mocy” widziałem 2 razy. I już po kilku minutach drugiego razu, kiedy – późno, owszem – dotarło do mnie, jak bezczelną kalką jest ten film, zacząłem żałować, że kilka minut wcześniej kupiłem sobie taki nie-wiem-do-czego-ale-fajnie-wyglądający kubeł za paręnaście złotych.

Efekt entuzjazmu po pierwszym seansie.

Efekt entuzjazmu po pierwszym seansie.

I teraz zastanawiam się, czy rzeczywiście powinienem ten film kupować na płycie, mimo mojej miłości do wywiadów, dokumentów, szkiców i innych tego typu dodatków specjalnych, w które z pewnością będzie obfitowało domowe wydanie „Przebudzenia Mocy”.

W końcu to może podpadać pod art. 291 kodeksu karnego: nabycie towaru, o którym wiem, że jest kradziony.

Swoją drogą ciekawe, czy Lucas, sprzedawszy prawa do Star Wars Disney’owi, mógłby mimo wszystko oskarżyć twórców E7 o plagiat.

***

Oczywiście zdania co do tego, czy Moc faktycznie się przebudziła, mogą być podzielone. W końcu formuła remiksu nie musi przeszkadzać. Szczególnie, jeśli ktoś pielęgnuje w sobie wewnętrznego inżyniera Mamonia.

Ale jedno nie ulega żadnej dyskusji: jeśli Moc się obudziła, to obudziła się w Dniu Świstaka.

 

PS. Żeby nie było – zdaję sobie sprawę z tego, że nie jestem szczególnie oryginalny; tu na przykład utrzymany w podobnym klimacie filmik, a tu – obrazek. Zresztą, zarzucam plagiat Abramsowi, a przecież cały ten wpis jest graficzną kompilacją komentarzy, które na początku stycznia wrzucałem sfrustrowany w różnych miejscach sieci…