No dobra, tym powinno zająć się jakieś towarzystwo zajmujące się przeciwdziałaniem:
Wykorzystywanie zwierząt do wiadomych celów jest nielegalne. Nawet tak głupich jak lemury. Nawet po ślubie. Nawet udzielonym przez Elvisa.
Jednak w trawionym dekadencją świecie jakoś to przebolejemy - skoro oboje chcą szczęścia…
Ale żeby po upływie 3 miesięcy od ślubu biedny zwierzak miał jeszcze za te przyjemności zacząć płacić, to już jest jawne nadużywanie intelektualnej różnicy międzygatunkowej.
Kiedyś obiło mi się o oczy, że do żarcia w McDonald’s dodawany jest jakiś tajemniczy składnik zwiększający łaknienie, mający skłonić klienta McDonald’sa do zamówienia dokładki. Zapewne są to wyłącznie rojenia paranoików, chociaż…
Fakt, że jesteś paranoikiem wcale nie oznacza, że nikt nie chce Cię zabić, prawda?
W każdym razie wygląda na to, że ś.p. Steve Jobs wykombinował elektroniczny odpowiednik tajemniczej fast-foodowej substancji. Dowód? Byłem kiedyś świadkiem uczestniczącym takiej oto wymiany poglądów pomiędzy dwoma posiadaczami pecetów:
- Po dwóch miesiącach używania iPhone’a marzę o tym, żeby przesiąść się na Maca.
- Po roku używania Nokii wciąż lubię swojego ASUSa.
PS. Suplement dla grafików: po minucie korzystania z GIMPa byłem gotowy wysupłać 2 tysiące na Photoshopa…
Chyba zgodzicie się ze mną, że nic tak sugestywnie nie buduje wizerunku samochodowego fotelika jako w pełni bezpiecznego, jak przyczepiona do niego fotografia dziecka, które częściowo straciło uzębienie.
No, może bardziej sugestywna byłaby tylko fotografia dziecka z licznymi złamaniami otwartymi.
Miejmy nadzieję, że braki w uzębieniu dziecię zawdzięcza naturalnym procesom, a nie wylotowi z fotelika.
Przy okazji, czy ktoś mógłby mi powiedzieć, o co chodzi z tym touch me na zdjęciu? Czyżby chłopaki z Maxi Cosi naczytali się ostatnio za dużo Nabokova?
Powiedzieli na maltretingu