Wirtualna Polska, realny konflikt

wirtualna-polska-konflikt-TN

Co prawda nie jest to tekst o tym, jacy są, a jacy nie są Polacy, ale nie mogę oprzeć się pokusie skomentowania również tego aspektu reklamy Wirtualnej Polski, którą dzisiaj chciałbym wziąć na warsztat.

Tej reklamy.

30-sekundowy spot otwierają kadry z zeszłorocznych Międzynarodowych Dni Młodzieży, a lektor oświadcza: My Polacy słyniemy z gościnności­. Jego słowa brzmią patetycznie na tle charakterystycznych taktów „Sail” grupy Awolnation, jednak mi, nie wiedzieć czemu, przypomina się przypadek mojego znajomego, który ostatnie wakacje spędził w górach, w fajnym domku swojej krewnej. Domek miał być co prawda w tym terminie zajęty, bo mieli zatrzymać się w nim właśnie pielgrzymi przybywający na Dni Młodzieży, ale kiedy owa krewna dowiedziała się, że jej goście mają być z Afryki, odmówiła udostępnienia swojego lokum.

Że już o innej kwestii, kwestii boleśnie narzucającej się przy rozmowach o polskiej gościnności, nawet nie wspomnę.

Jesteśmy otwarci – kontynuuje lektor, w kadrze nieukrywający swoich preferencji seksualnych Robert Biedroń, prezydent Słupska, udziela ślubu, a ja zastanawiam się, ile z łapek w dół (jest ich o ponad 1/3 więcej, niż łapek w górę) reklama Wirtualnej Polski zawdzięcza pojawieniu się w reklamie – cytując jeden z komentarzy – „symbolu dewiacji sodomickiej”.

Pisząc o „symbolu”, autor komentarza ma na myśli samego Roberta Biedronia, którego obecność zawdzięczamy zapewne – cytuję inny komentarz – „je***nej lewackiej agencji” Scholz & Friends Warszawa.

Słowo odważni, które pada jako następne, zilustrowane jest zainscenizowanym ujęciem kobiet protestujących pod czarnymi parasolami, a ja zachodzę w głowę, jakiej to szalonej odwagi – kompletnie abstrahując od powodów ich organizacji – wymagało uczestnictwo w czarnych marszach?

Kolejna na ekranie pojawia się Natalia Partyka. Mimo wrodzonej niepełnosprawności (brak prawego przedramienia), pani Natalia trzykrotnie zdobyła wicemistrzostwo Polski w tenisie stołowym, trzykrotnie też reprezentowała Polskę na Igrzyskach Olimpijskich. Niezwyciężeni – brzmi w jednym uchu. W drugim słyszę echo stadionowej pieśni „Polaaaacy, nic się nie staaaało”, do słów której tak często schodzili z aren zawodnicy zdecydowanie mniej waleczni od pani Natalii.

Słyszę hojni, widzę serducho Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy na policzku nastolatki i przeliczam rezultaty zbiórki z ostatniego finału WOŚP na liczbę naszych szczodrych rodaków.

Wychodzi jakieś 2,50 zł na głowę dorosłego Polaka.

Widzę cztery urocze bobasy w śpiochach z cyfrą 5 na pierwszym, cyframi 0 na dwóch kolejnych i znakiem + na ostatnim i zastanawiam się, czy przywołanie programu 500+, w którym zakładanie rodziny prowokuje się środkami finansowymi, jest wystarczająco ironicznym komentarzem do słowa rodzinni, które pada z ust lektora, czy też może powinienem jeszcze sięgnąć po statystki dotyczące rosnącej liczby rozwodów?

Wiele nas łączy w Polsce. Wirtualnej Polsce – reklama kończy się i być może właśnie w słowie „wirtualna” spoczywa klucz do zrozumienia tej reklamy.

No dobra, koniec żartów.

Zasadniczym powodem, dla którego reklama Wirtualnej Polski trafia na Maltreting, nie jest pytanie, czy jej autorzy podeszli do jej scenariusza śmiertelnie poważnie, czy też śmiertelnie sarkastycznie.

Zasadniczym powodem, dla którego reklama Wirtualnej Polski trafia na Maltreting, jest pytanie: co w niej robi Robert Biedroń?

Nie zrozumcie mnie źle: potrafię sobie wyobrazić marketingowe powody, dla których Robert Biedroń trafił do reklamy Wirtualnej Polski. Sympatyczny czterdziestolatek, który nie zgubił dobrze kojarzącej się etykietki działacza społecznego mimo epizodu w źle kojarzącym się parlamencie, skutecznie budujący wizerunek prezydenta z ludzką twarzą. Postępowy, bo tęczowy, fajny, bo rowerowy. Jak tu takiego nie lubić, jeśli się jest akurat liberalnym światopoglądowo miłośnikiem rowerów i taniego państwa? (Ile w tym wizerunku jest realnych umiejętności sprawczych, ale ile talentu do PR, nie mi oceniać i nie tutaj.)

Oczywiście ryzykiem biznesowym Wirtualnej Polski jest serdeczna nienawiść tej części obecnych i potencjalnych odbiorców, którzy na tęczę reagują ciężką alergią lub epizodami piromanii, ale z pewnością było to ryzyko skalkulowane.

Nie widziałbym problemu, gdyby Wirtualna Polska była siecią dyskontów, a Robert Biedroń – prezenterem telewizyjnym, jak nie przymierzając Dorota Wellman. Problem w tym, że Wirtualna Polska to medium informacyjne, a Robert Biedroń jest politykiem i funkcjonariuszem publicznym.

Gdzie tu problem? Aż mi głupio tłumaczyć, ale nie widzę w sieci, aby ta reklama wzbudzała chociażby branżowe kontrowersje, więc wygląda na to, że trzeba.

Jako polityk i funkcjonariusz publiczny, Robert Biedroń jest potencjalnym (oraz faktycznym) bohaterem wiadomości i komentarzy, które pojawiają się w mediach, w tym także w Wirtualnej Polsce. W związku ze swoją działalnością, Robert Biedroń może się stać – czego mu oczywiście nie życzę – bohaterem wiadomości o negatywnym wydźwięku, które prosić się będą o odpowiednio krytyczny komentarz. Jak w takiej sytuacji zachowa się Wirtualna Polska? Jak redaktorzy tego portalu odpowiedzą sobie na podstawowe pytania, jakie zadają sobie redaktorzy wszystkich mediów informacyjnych: ile miejsca poświęcić na dany temat? Jak silnie go eksponować? Czy zamieszczać dodatkowe komentarze?

I tu właśnie jest pies pogrzebany. Na ile decyzje te motywowane będą względami stricte dziennikarskimi, a na ile – innymi niż dziennikarskie? Czy Wirtualna Polska byłaby w takiej sytuacji równie krytyczna wobec Roberta Biedronia jak byłaby, gdyby ten nie był twarzą jej kampanii reklamowej? W końcu negatywny PR towarzyszący pozytywnemu bohaterowi byłby także biznesowym ciosem w Wirtualną Polskę?

Oczywiście, zdaję sobie sprawę ze skali: Robert Biedroń nie jest twarzą kampanii w stopniu chociaż zbliżonym do tego, jak wspomniana Dorota Wellman jest (była?) twarzą kampanii Lidla, stąd i ewentualny cios nie byłby przesadnie mocny. Być może samo słowo twarz jest tu już nawet na wyrost – w końcu mówimy raptem o jednym ujęciu w dłuższej sekwencji. Mechanizm zależności między bohaterem reklamy a reklamodawcą jest jednak dokładnie taki sam – mimo iż niewątpliwie siła tej zależności jest mniejsza.

Zresztą, nie trzeba przecież żadnych negatywnych wydarzeń, aby udział Roberta Biedronia w reklamie WP był potencjalnym nie-merytorycznym czynnikiem wpływającym na decyzje portalu, które powinny być czystoredakcyjne. Powiedzmy, że obecny prezydent Słupska zrobi coś – z braku lepszego słowa – naprawdę fajnego. WP może odczuwać pokusę, by eksponować taką wiadomość dłużej, niż gdyby nie miała z Robertem Biedroniem żadnych biznesowych relacji.

Te są zresztą całkiem sformalizowane, gdyż – jak poinformował mnie otwarcie, szybko i bez owijania w bawełnę sam zainteresowany – Robert Biedroń wystąpił w reklamie Wirtualnej Polski na podstawie umowy, w której wyraził on zgodę na wykorzystanie jego wizerunku oraz zobowiązał się do sfilmowania wykorzystanej w reklamie scenki (bo jest to inscenizacja).

Jest wyrażenie, które określa sytuację, w jakiej znajduje się Wirtualna Polska. To konflikt interesów.

Przypuszczam, że może być on trudny do dostrzeżenia w kraju, w który wielu sympatyków ogromnego ruchu społecznego przyjmuje za dobrą monetę tłumaczenia Mateusza Kijowskiego, jakoby ten „nie widział konfliktu interesów” (to cytat!) w jego niemal kanonicznej postaci, ale cholera – tu jednak mamy do czynienia z profesjonalistami. Za reklamę odpowiada jeden z największych portali informacyjnych oraz agencja reklamowa daleka od przypadkowej: Scholz & Friends Warszawa. Żadna z tych firm nie zwróciła uwagi na problem?

Na marginesie, problem nie dotyczy zresztą tylko strony klienta, czyli Wirtualnej Polski i agencji reklamowej, ale rozciąga się także na samego Roberta Biedronia. Biedroń bowiem, jeśli (chciałbym podkreślić tu tryb przypuszczający: jeśli) zdawał sobie sprawę z konfliktu interesów, jaki rodzi ona po stronie Wirtualnej Polski, powinien rozumieć, że oznacza to dla niego mniejsze ryzyko nieprzychylnych relacji z tej strony. A to, mówiąc mniej elegancko, jest równoznaczne z „kupowaniem” sobie lepszej pracy. Może nie zasadniczo lepszej, bo pamiętajmy, że Biedroń to nie Wellman w reklamie Lidla, a w dodatku sprawa dotyczy tylko jednego serwisu internetowego, ale znowu: chodzi o istnienie mechanizmu, a nie jego siłę.

I można by – właśnie ze względu na niewielką skalę problemu – wzruszyć ramionami i przejść nad nim do porządku dziennego, gdyby nie to, że byłoby to wejściem na cokolwiek ryzykowną ścieżkę. Bo co dalej? Jeśli Bierdroń i WP są od biedy w porządku, to może akceptowalna byłaby Hanna Gronkiewicz-Waltz i TVN24? A może Andrzej Duda i TV Republika?

Ciekawe, czy w takim wypadku TVN24 opublikowałby na przykład komentarz ze skądinąd zasadnym pytaniem, że skoro zaledwie „pół dnia” kwerendy dokumentów wystarczyło, by uznać zwrot działki przy ul. Chmielnej 70 za „pochopny”, to dlaczego owej połowy dnia pani prezydent nie kazała swoim prawnikom poświęcić zawczasu? I jak w takim przypadku może ona twierdzić, że nie ponosi odpowiedzialności – i to nie tylko politycznej, ale też merytorycznej, związanej z należytą starannością w nadzorze – za „pochopny” zwrot działki o wartości 160 mln zł?

Ciekawe, czy TV Republika wytykałaby kiedykolwiek prezydentowi Dudzie, że ten miał nie być „notariuszem rządu”, a tymczasem trzaska podpisy pod przesyłanymi ustawami jak leci, nie bacząc na porę dnia czy nocy?

Co mówicie? Że i bez udziału w reklamach ani TVN24 nie dociska Hanny Gronkiewicz-Waltz, ani TV Republika prezydenta Dudy? Że mediom wybory ideologiczne kompletnie popieprzyły się z żenującym w swoim bezwstydzie (tu szczególnie głębokie ukłony dla prawej strony sceny medialnej) poparciem politycznym dla konkretnych partii?

No fakt.

A ja naiwny czepiam się udziału prezydenta prowincjonalnego (mieszkańcy wybaczą?) Słupska w reklamie Wirtualnej Polski.

PS. Skoro już sobie politykujemy, to z kronikarskiego obowiązku warto odnotować, że swego czasu w reklamie tytułu prasowego – Pulsu Biznesu – wystąpił inny polityk, Janusz Palikot. Może bym nawet o tym nie wspominał, gdyby nie to, że zgodnie z doniesieniami mediów, Janusz Palikot był jednym z trzech polityków, którzy mieli promować ten gospodarczy tytuł. Kolejnymi byli Adam Szejnfeld, ówczesny wiceminister finansów (PO) i Andrzej Malinowski z PSL. I tu mam pytanie do pana Szejnfelda – Panie Adamie, niedawno wyciągnąłem ze skrzynki pocztowej noworoczno-świąteczne życzenia od Pana. Niestety żona wywaliła je w cholerę zanim zdążyłem je zeskanować, ale poza życzeniami, było na owej ulotce logo Pańskiej frakcji w parlamencie europejskim oraz – nie mogę się oprzeć wrażeniu – reklama Pańskich usług świadczonych w ramach zdaje się prywatnej działalności gospodarczej. I tu pytanie: z jakiego budżetu został sfinansowany druk i kolportaż ulotek? Mam nadzieję, że były to Pańskie jak najbardziej prywatne środki (ewentualnie firmowe), a nie fundusze przeznaczone na przykład na biuro europosła?

  • Tomasz

    „Sail” a nie „Fly” – piosenka Awolnation ma podany błędny tytuł a słowo ‚fly’, o ile mnie pamięć nie myli, w ogóle w niej nie pada

    • http://www.maltreting.pl Petrol z Maltretingu

      Ale Corliss latał, to pewnie stąd ta pomyłka ; )

      PS. Pierwszy komentarz na FB też dotyczył „Sail”, fani kapeli jak widać są czujni : )

  • Piotr Szymacha

    Mnie jednak bardziej żenują reklamy Toyoty z byłym dziennikarzem motoryzacyjnym Zientarskim. Nie wiem czy Pan Zientarski zajmuje się jeszcze dziennikarstwem motoryzacyjnym – obecnie chyba tylko prowadzi najnudniejsze audycje w ramówce Antyradia – ale mam nadzieję, że już więcej się samochodami zajmował nie będzie. Bo bo jak wiarygodne mogą być opinie o samochodach człowieka, który jest/był na garnuszku jednego z producentów. Osoba sprawa, że te reklamy są po prostu żałosne. Już wolę jak producenci samochodów robią filmiki, w których ich produkty z gracją toczą się wśród pięknych krajobrazów, bo chociaż dobierają do nich ciekawą muzykę.

    • http://www.maltreting.pl Petrol z Maltretingu

      Chyba się nie zajmuje – gdyby się zajmował, to byłby to dość ewidentny konflikt interesów: słuchacza/widza/czytelnika, który oczekuje rzetelnej informacji i prywatnego interesu dziennikarza, który może uznać, że Toyota będzie mniej skłonna do współpracy z nim, jeśli będzie mu się zdarzać za bardzo krytykować tę markę lub za bardzo wychwalać inne.

      W kampanii z Zientarskim słabe – a właściwie należałby napisać: nieetyczne, na granicy oszustwa – jest jednak także to, że reklamy nie tylko wprost bazują na zaufaniu, jakim odbiorca może darzyć dziennikarza i założeniu jego obiektywności, ale tym, że te dwa elementy są eksploatowane przez Toyotę do bólu, gdyż reklamy imitują audycję motoryzacyjną. I oczywiście niby na poziomie racjonalnym wiemy, że to reklama, ale podświadomie część z tych informacji absorbujemy tak, jakbyśmy absorbowali je od a. dziennikarza b. występującego w programie informacyjnym.

      Swoją drogą, jakie świadectwo wystawia samo sobie Antyradio, jeśli decyduje się na współpracę z redaktorem zaangażowanym w tak kontrowersyjne przedsięwzięcie? Wydawałoby się, że w takiej sytuacji po znane nazwisko sięgnie tylko trzecioligowa radiostacja – i może tak właśnie jest?

      • puchatek2

        Ale ktoś nabiera się że to nie jest reklama a pseudoaudycja?:) Kiedyś była też taka pseudo scenka z jakimś lekiem.

        • http://www.maltreting.pl Petrol z Maltretingu

          A przeczytałeś dokładnie komentarz?

          • puchatek2

            Zdefiniuj „przeczytać dokładnie” bo boje się że się nie rozumiemy.

            • http://www.maltreting.pl Petrol z Maltretingu

              „I oczywiście niby na poziomie racjonalnym wiemy, że to reklama, ale podświadomie część z tych informacji absorbujemy tak, jakbyśmy absorbowali je od a. dziennikarza b. występującego w programie informacyjnym.”

              • puchatek2

                To równie dobrze czy prowadząca/prowadzący wiadomości na tvp, czy nie widzą konfliktu interesów że sprzedają partyjną papkę, przecież pewna grupa ludzi bezwarunkowo wierzy temu co usłyszy w tv a co dopiero w wiadomościach, przecież tv nie może kłamać. Swoją osobą popierają partyjną tubę i to do nich przylgnie już na zawsze.
                Wracając do meritum przecież o to chodzi we wszystkich reklamach by występowały w nich „autorytety” i swoją obecnością skłaniały potencjalnych klientów do wyboru pewnych produktów.

                A w przypadku WP może chodzić o to że oni nie dyskryminują ze względu na orientację seksualną. Chcieli zobrazować swoją tolerancyjność i wybrali RB moim zdaniem idealnie. WP nie jest tak niszowym portalem że musi na „gwałt” szukać czytelników nawet w tak małych/maryginalnych środowiskach osób homo. Ich pozycja w megapanelu jest chyba niezagrożona no chyba że teraz wszyscy oburzeni wystąpieniem RB przejdą do Onetu:) ale on nie pozwala blokować reklam.

                • http://www.maltreting.pl Petrol z Maltretingu

                  Prowadzący Dziennik Telewi… o pardon, Wiadomości, zasługują na odrębną analizę, a konflikt interesów jest tam chyba najmniejszym z problemów. To, co oni wyprawiają, nie ma nic wspólnego z dziennikarstwem. Niektórzy z nich może nawet są całym sercem przekonani, że walczą z ubecją, ale nie zauważyli, że walczą z nią – i ze wszystkimi przeciwnikami swoich mocodawców – stosując język państwa ubeckiego.

                  A co do meritum – sprawdź drugi, obszerny komentarz, który Ci napisałem. Powód, dla którego sięgnięto po Biedronia jest dość jasny i bliski temu, o czym pisałeś (zresztą ja też o tym pisałem w tekście), ale nie może on być usprawiedliwieniem dla tworzenia konfliktu interesów.

                  PS. No i nie używajmy w tym kontekście sformułowania „na gwałt” ; )

                  • puchatek2

                    „na gwałt” to był taki clikbait

  • puchatek2

    Tak pociemku zakradać się na Jutrzenki by zrobić zdjęcia:) za dnia odwagi brakło:)
    Osoba RB już dawno chyba nie wzbudza kontrowersji, jest na pewno rozpoznawalna.
    Może nadal razi – kłuje w oczy pewne kręgi ale dla większości ma pozytywny wydźwięk i o takie pozywtywne przesłanie chodziło w tej reklamie. Na siłę zawsze ktoś cos znajdzie i będzie udowadniał że białe jest czarne:))) dajcie mi człowieka a papiery się znajdą!

    • http://www.maltreting.pl Petrol z Maltretingu

      Mam wrażenie, że albo nie przeczytałeś tekstu, albo go nie rozumiesz, albo próbujesz z sobie tylko wiadomych powodów obracać kota ogonem:

      - z wizerunkowego punktu widzenia, wiadomo, dlaczego Robert Biedroń znalazł się w reklamie. Zresztą napisałem o tym wprost

      - pisząc o udowadnianiu, że białe jest czarne i znajdywaniu papierów na człowieka udowadniasz, że albo nie rozumiesz koncepcji konfliktu interesów, albo liczysz na to, że nie rozumieją jej ci, którzy czytają Twój komentarz.

      • puchatek2

        Masz rację, nie zrozumiałem dlaczego się czepiasz boguwinnemu Robertowi B.
        Tekst jest zbyt trudny, przeczytałem kilka razy i nadal nie ogarniam w czym widzisz problem.
        W natłoku informacji zgubiłem co dokładnie CI nie pasuje, może zabolduj żeby było łatwiej wyłapać.

        • http://www.maltreting.pl Petrol z Maltretingu

          OK, skoro rozmawiamy w mniej zaczepnym tonie, to po kolei:

          Po pierwsze, bardziej niż Roberta Biedronia, czepiam się tutaj Wirtualnej Polski. Przede wszystkim dlatego, że koniec końców jesteśmy na blogu o marketingu.

          Po drugie, istotą problemu w przypadku Wirtualnej Polski jest konflikt interesów. Biedroń jest politykiem i funkcjonariuszem publicznym, w związku z czym – to przykład – może stać się bohaterem jakiegoś skandalu. Wirtualna Polska powinna ten skandal relacjonować i w relacji kierować się wyłącznie kryteriami dziennikarskimi. Problem w tym, że Biedroń stał się także twarzą ich kampanii reklamowej: pisząc źle o Biedroniu, napiszą źle o człowieku, który stał się ich ambasadorem. I tu pojawia się problem: względy dziennikarskie będą w konflikcie z względami biznesowymi, mogą pojawić się naciski: „piszcie trochę łagodniej, nie poświęcajcie sprawie tyle miejsca”.

          Po trzecie, tak naprawdę nie trzeba skandalu – równie dobrze może chodzić o pozytywne wydarzenia z udziałem Roberta Biedronia. Tu logika nacisków strony biznesowej jest następująca: „skoro facet jest naszą twarzą, to poświęćmy tej sprawie więcej miejsca i bardziej ją eksponujmy”.

          Po czwarte, nie jest to problem ograniczony wyłącznie do WP. Jeśli Robert Biedroń zdaje sobie sprawę z konfliktu interesów po stronie WP, to wie, że występując w kampanii WP, w pewien sposób wkupuje się w łaski tego medium. (Wkupuje się, bo wie, że w razie kryzysu po stronie WP mogą pojawić się naciski na to, by o nim nie pisać zbyt dużo, a w razie pozytywnych wydarzeń – przeciwnie).

          Kluczem jest tu sformułowanie „jeśli wie”, ale nie powinno go to zupełnie rozgrzeszać. Profesjonalny polityk -powinien- wiedzieć i z tego powodu powinien zrezygnować z udziału.

          Po piąte, oczywiście jest tu kwestia skali problem – piszę „twarz”, „ambasador”, „naciski” po to, żeby podkreślić istotę problemu, a nie siłę działającego mechanizmu. Więcej o tym – w tym „porównania” do Doroty Wellman i Lidla – jest w tekście.

          Niezależnie jednak od punktu piątego, jako polityk i funkcjonariusz publiczny, Robert Biedroń nie powinien nigdy znaleźć się w reklamie medium informacyjnego.

          W zarządzaniu konfliktami interesów stosuje się dwie zasady: 1. należy ich unikać; 2. jeśli nie da się unikać, należy je ujawnić.

          Tu dało się go uniknąć. Politycy są praktycznie nieobecni w reklamie nie bez powodu. Brak zaufania do nich (zresztą relatywny – są przecież grupy, dla których niektórzy politycy są ważnymi autorytetami) to tylko jedna z przyczyn takiego stanu rzeczy.

  • puchatek2
    • http://www.maltreting.pl Petrol z Maltretingu

      Czytałem. Jestem szalenie ciekaw tych „kilku zastrzeżeń korporacyjno-prawnych” – to, o czym ja piszę, moim zdaniem nie może być podstawą do żadnych decyzji ze strony TVP, a żadnych innych problemów (poza ewentualnym reklamowaniem konkurencji na swojej antenie) w tym spocie nie widzę. Wygląda na typowo polityczną decyzję, gdzie faktycznym powodem było pokazanie rozpoznawalnego homoseksualisty, czarnego marszu i WOŚP w co najmniej neutralnym świetle. Jeśli tak jest (a przypuszczam, że tak jest), to decyzja jest skandaliczna.