• ( n i e ) n a c h a l n a   a u t o p r o m o c ja

Dogrywka, czyli Somat od tyłu

Dlaczego? Ja może wyjaśnię na przykładzie: jeśli mamy produkt typu 2-in-1, to jeśli kiedyś zechcemy zacząć sprzedawać jego nowego,lepszego następcę, to wystarczy, że wykombinujemy powód, dla którego będzie go można nazwać 3-in-1. Kolejny może być 4-in-1 albo od razu 5-in-1 – i tak dalej, na upartego można się w ten sposób doturlać nawet do 38-in-1, jeśliby kogoś poniosła fantazja (lub jej brak).

Ale takie All-in-One? Przecież to zamyka naturalną ścieżkę rozwoju!

…no chyba, żeby jednak nie zamykało. Świat marketingu już nie raz udowodnił, że to świat ludzi, którzy nie znają ograniczeń i jeśli trzeba, to mogą nawet zjeść ciastko i mieć ciastko.

Albo tabletkę do zmywarki.

Czytaj dalej

Snickersy są z Marsa

snickers_z_marsa_tnJak być może wiecie, raczej nie wierzę w to, by tzw. społeczna odpowiedzialność biznesu (CSR) była zwykle tym, za co ma uchodzić: porywem szlachetnego serca prezesa lub wyrazem głębokiej troski firmy o problemy globalne, dobrobyt lokalnej społeczności i temu podobne. CSR to raczej sposób na zwiększenie sprzedaży w przypadku, gdy troskę o problemy globalne, dobrobyt lokalnej społeczności lub temu podobne zacznie przejawiać klient.

CSR daje klientowi okazję do zaspokojenia swoich altruistycznych ciągotek w najmniej wymagający dla niego sposób: na zakupach w hipermarkecie.

Czytaj dalej

Sukces

Nestle Cornflakes beglutenoweDzisiejszy tekst nie powstałby, gdyby nie ludzkie dążenie do doskonałości. Gdyby nie właściwa naszemu gatunkowi wytrwałość w pokonywaniu przeciwności losu. Gdyby nie śmiałość, by zamierzać się na niemożliwe, i odwaga, by to osiągać.

I gdyby nie reklama telewizyjna, która przypomniała mi w ostatni weekend o paczce płatków kukurydzianych, które miesiąc wcześniej wprawiły mnie w pewne zakłopotanie.

Czytaj dalej

Mars jest wielki, a ja malutki, czyli społeczna odpowiedzialność biznesu w praktyce

mars_tnTuż przed Świętami Bożego Narodzenia dzieliłem się z Wami odkryciem batonów czekoladowych o cudownych wprost właściwościach: ich jednostkowa kaloryczność (w przeliczeniu na porcję) spadała wraz ze wzrostem wielkości opakowania. Szybko jednak okazało się, że to, co mogło uchodzić za dietetyczny cud, było tak naprawdę mariażem kreatywnego marketingu i kreatywnej księgowości: w większych opakowaniach znalazło się bowiem miejsce dla dwóch porcji (co szczególnie interesująco wyglądało w przypadku batona KitKat), z których każda była mniejsza niż porcja w opakowaniu standardowym.

To skądinąd bardzo logiczne: w końcu batony w dużych opakowaniach kupuje się po to, żeby zjeść ich mniej, prawda?

Czytaj dalej