• ( n i e ) n a c h a l n a   a u t o p r o m o c ja

Obrona konieczna

Jeśli mieszkasz na strzeżonym osiedlu i czujesz, że szlaban, ochrona, płot, drut kolczasty, zasieki i dobermany nie zapewniają Ci odpowiedniego poziomu bezpieczeństwa.

Jeśli mieszkasz w pobliżu lotniska i przeszkadza Ci hałas lądujących i startujących samolotów.

Ewentualnie jeśli po prostu nie masz jeszcze pomysłu na gwiazdkowy prezent dla synka, a masz trochę miejsca w ogródku.

To koniecznie, ale to koniecznie musisz założyć konto na Twitterze.

Bo właśnie na Twitterze może Ci się wyświetlić – podobnie jak wyświetliła się mi i paru innym osobom – reklama  (a ściślej: tweet sponsorowany) firmy Raytheon, promujący rakiety Patriot.

Te same, które swoją premierę miały podczas pierwszej wojny w Zatoce Perskiej.

patriot_twitter

Po kliknięciu w link w tweecie możemy przeczytać, że Patrioty sprawdziły się w walce, zestrzelą i samolot i rakietę, a jakbyśmy mieli już zainstalowany jakiś system, to na pewno dadzą się z nim zintegrować.

A mówią, że social media nie są dla każdego.

PS1. Tak, na moim profilu na Tweeterze mam różowe tło. I to w kwiatuszki.

PS2. Osobom zainteresowanym kupnem systemu Patriot na prezent świąteczny sugeruję chwilowe wstrzymanie się ze składaniem zamówień: poprosiłem producenta o informację, czy jeśli zamówienie zostanie złożone natychmiast, to na dostawę można liczyć jeszcze przed Bożym Narodzeniem. Jak tylko dostanę odpowiedź, niezwłocznie się nią podzielę.

Krótki wpis o telewizji (i nie tylko)

Kiedyś było tak, że emocji szukało się w muzyce czy filmie, a programy informacyjne dostarczały informacji.

Dzisiaj jest dokładnie na odwrót.

Muzyka i film serwowane przez media to wyzuta z uczuć, pozbawiona emocji plastikowa papka selekcjonowana przez specjalistów od marketingu, a serwisy informacyjne (?) prześcigają się w materiałach, które im większe budzą emocje – najlepiej oburzenie lub strach, bo one są najsilniejsze – tym lepiej.

Świat wsadził sobie głowę w dupę. Niuch, niuch – czujecie?

Wpis tak krótki, że aż mi się tytułu nie chce wymyślać

Jeśliby któraś z Pań (i Panów, przecież nie będę tu nikogo dyskryminował) miał kiedyś niewiele czasu, aby się umalować, to tu jest metoda:

 

Od siebie dodam tylko, że sądząc z opinii, jaką cieszą się Windows 8, ruch, jaki w krytycznym momencie (0:50 – ufam, że filmik obejrzeliście w całości) wykonuje zwyciężczyni rywalizacji, jest często obserwowany wśród użytkowników tego systemu.

Dettol: historia pewnej literówki, czyli polska język zdradliwa język

Jak myślicie, co jest bardziej zabójcze: coś, co zabija wirusa grypy, czy też coś, co zabija wirus grypy? Hmm?

Ja wiem, czepiam się. W końcu to tylko kwestia czyjejś nieuwagi. Literówki. Albo problemów z gramatyką. Ale nie mogę nie odczuwać małostkowej, nikczemnej satysfakcji, kiedy brak jednej, niepozornej literki wywraca do góry nogami sens przekazu i powoduje, że producent mydła antybakteryjnego przyznaje się do tego, że jego produkt dostaje wciry od 99,9% bakterii i wirusa grypy na dokładkę:

dettol

Dettol. Mydło probakteryjne.

[Edit, 19.05.20013]. PS. Mała dyskusja na Facebooku sprowokowała mnie do sprawdzenia czegoś, co początkowo rzuciło mi się w oczy, potem uznałem, że jednak w oczy rzucać się nie powinno, a potem okazało się, że jednak powinno: brak przecinka przed „i” (który czasami jest konieczny) spowodował, że chłopaki z Dettolu zgotowały wirusowi grypy ewolucyjny awans, zaliczając go w poczet bakterii.