Dzisiaj ograniczę się tylko do pytań, i to krótkich. Odpowiedzi dla speca od marketingu czy reklamy powinny być proste. Ale tylko na pierwszy rzut oka, bo jakby się zastanowić, są to pytania o sens marketingu, a odpowiedzi mogą okazać się niewygodne.
Litr Coca-Coli kosztuje 3,39 zł. Półtora litra gazowanej wody kosztuje 1,29 zł. Żeby nie utrudniać sobie życia, przyjmijmy, że dokładnie tyle samo kosztowałby 1 litr wody.

Cola vs woda
Czy ktokolwiek przy zdrowych zmysłach myśli, że to, czego dodaje się do litra wody żeby otrzymać litr Coli (czyli głównie jakieś pół szklanki cukru), jest warte ponad 2 złote?
Za co więc płacimy?








Pytanie jest dość banalne
A czy chciałoby Ci się samodzielnie przygotowywać Coca-Colę za każdym razem, gdy będziesz miał ochotę się jej napić? To tak na rozgrzewkę 
A serio - oczywistym celem marketingu jest zbudowanie takiej marki, za jaką konsumenci będą gotowi zapłacić więcej niż za markę konkurencji lub produkt “no name” czy private label. Wydaje się kupę kasy, by ten cel osiągnąć, bo marka to nie tylko woda + cukier, ale także emocje, przeżycia, wspomnienia i wizerunek, który może przenieść na jej użytkownika. To tak w dużym skrócie - za co płacisz te 2 zł więcej.
Najsmutniejsze w tym wszystkim jest to, że masz rację. W książkach tak piszą: marka to emocje, wspomnienia, przeżycia… tylko że mówimy o cholernej wodzie z cukrem! Jeśli woda z cukrem odpowiada na potrzeby emocjonalne społeczeństw, to za tą całą kolorową i rozemocjonowaną fasadą reklam kryje się baaaardzo smutna rzeczywistość. To chyba jeden z większych grzechów marketingu: wmawianie ludziom, że produkt jest czymś więcej niż jest.
Spójrz na to, jak na naturalny etap rozwoju. Kiedyś marketer mógł zdobyć na jakiś czas przewagę konkurencyjną wprowadzając jakąś innowację czy nowy produkt. Teraz wszystko można łatwo i szybko skopiować. Każdy może zacząć produkować colę, której smaku 95% konsumentów nie będzie w stanie odróżnić od oryginalnej Coca-Coli czy Pepsi. Czym więc można się bronić, jak nie marką? Konsument ma zawsze wolną wolę - może wybrać Hoop Colę, Tesco Colę czy Coca-Colę… Spora grupa jednak ciągle wybiera najtańszy produkt.
To o czym wspominacie to nic innego jak marketing usług. Sprzedaje się emocje, korzyści, a dopiero potem produkt. Tyle, że to też zależy od grupy docelowej. Dzieci są o tyle specyficzne, że do nich trafiają zupełnie inne komunikaty. Dorośli, jako rozważni i doświadczeni odbiorcy reklam chętniej idą na wrażenia. A coca cola niszczy zęby:)
@j.peter
Znowu się zgadzam: markę buduje się po to, aby skuteczniej konkurować i utrudnić życie konkurencji. Tylko że - i tu “naturalny etap rozwoju” staje się patologią - marka rozlazła się daaaaleko poza produkt. Kupując Colę (trzymajmy się tego nieszczęsnego przykładu, bo jest dobry), płacisz za dużo więcej niż tylko za wodę z cukrem. Jednak kupujesz tylko wodę z cukrem. Reszta kasy idzie wyłącznie wspieranie machiny, która wmawia ludziom coś dokładnie przeciwnego. Emocje? Szczęście? Przyjaźń? Bez jaj, to tylko woda z cukrem! A jeśli ktoś myśli, że kupuje razem z nią szczęście i przyjaźć, to sorry, ale równie dobrze od razu mógłby sobie strzelić w łeb, skoro jego potrzeby społeczne zaspokaja niedoszłe spełnienie marzeń aptekarza w butelce PET.
PS. Taka smutna w sumie refleksja - ci wydawałoby się racjonalni, co na codzień kupują Biedro-Colę… jak myślisz, jaki napój kupują od święta?
@Paulina
Dobrze, że wspomniałaś o dzieciakach. Jako młody (stażem przynajmniej) ojciec strasznie się ostatnio radykalizuję w kwestii poglądów na reklamę skierowaną do dzieci, i chyba już niedługo powstanie z tego jakiś ociekający rewolucyjną krwią wpis. Albo całkiem (nie)poważna inicjatywa ustawodawcza
Pozdrowienia i nie dajcie mi tak łatwo udowodnić, że mam rację!