Pomarańczowy tak ma?

Pomarańczowy tak ma TN

Kiedy Wojciech Mann, występując w radiowej reklamie sieci Saturn, odpowiadał na pytanie iReneusza o „najlepszy majowy prezent dla ośmiolatka”, po czym zachęcał do „myślenia o sobie”, miałem nadzieję, że będzie to jedyna okazja, kiedy sobie u mnie naprawdę nagrabi.

Myliłem się.

I nie chodzi bynajmniej o sam fakt udziału w reklamie jako takiej. Przyzwyczaiłem się. I nauczyłem się nie oceniać tego, że ktoś chce w ten sposób zarobić na utrzymanie – chociażby dlatego, że może myśleć nie tylko o swoim utrzymaniu.

Mogę mieć jedynie żal, że wystąpił akurat w takiej reklamie. I w kolejnej takiej. I w jeszcze jednej, jeszcze bardziej takiej.

Ale zacznijmy od początku.

Poradnik polskiego kierowcy

Przeciętny Polak spędza za kółkiem niemal 3 lata swojego życia. Nie jest to jednak czas wykorzystany wyłącznie po to, by przemieścić się z punktu A do punktu B. Co to, to nie. Prawdziwy Polak jako istota głęboko społeczna (żeby nie powiedzieć – głęboko zsocjalizowana), zasiadłszy za kierownicą, nie tylko jedzie.

Polak na drodze daje także przykład. Edukuje. Skłania innych do wyciągania wniosków, które owocować będą w dziedzinach życia nawet bardzo odległych od transportu.

Tak więc i Ty bądź na drodze jak prawdziwy Polak. Jeśli nie wiesz jak, poniżej znajdziesz garść wskazówek

Parking. Jazda zaczyna i kończy się na parkingu (poza tymi nielicznymi sytuacjami, gdy kończy się na drzewie), dlatego nasz poradnik zaczniemy od właśnie od parkingu.

Po pierwsze – ruszaj dynamicznie i od razu staraj się rozwinąć możliwie dużą prędkość, niezależnie od tego, czy Twój samochód stał przy ruchliwej drodze, czy na końcu osiedlowej alejki. Progi zwalniające nie są po to, aby przypominać Ci o tym, że na osiedlu jeździ się powoli – bo się nie jeździ. Progi są wyłącznie po to, być mógł rozgrzać hamulce.

Analogiczne zasady stosuj na przykład na parkingu przed szkołą. Na takowy zajeżdżaj ostro i dynamicznie i – gdy Tylko Twoje dziecko oddali się na bezpieczną odległość – z podobną swadą odjeżdżaj. Oczywiście nadrzędnym priorytetem jest bezpieczeństwo Twojego dziecka i to o nie przede wszystkim musisz się martwić, ale nie zapominaj też o innych dzieciach, którym już dziś możesz dać cenną życiową lekcję na przyszłość: prawdziwe życie to dżungla, niebezpieczeństwo może być wszędzie. Dzieci muszą nauczyć się ostrożności. Nie mogą lekkomyślnie zakładać, że na parkingu przed szkołą – czy też na jakimkolwiek innym – można tak po prostu wysiąść z samochodu i liczyć na łaskę innych. To cenna lekcja, która zaprocentuje w przyszłości!

O ile oczywiście przyszłości doczekają.

Rowerzystów wyprzedzaj na pełnym gazie i na odległość lusterka. Przypominasz im w ten sposób, by korzystali ze ścieżek rowerowych, a gdy akurat takowych nie ma, by podpisali petycję w sprawie ich budowy. W dłuższej perspektywie, gdy pod naporem mieszkańców lokalne władze zbudują lub wytyczą trasy dla rowerzystów, miłośnicy dwóch kółek będą Ci wdzięczni za wkład w ich bezpieczeństwo, a krótszej… cóż, rowerzysta nie jedzie tak szybko, by upadek do rowu mógł być dla niego niebezpieczny.

W nocy jeździj bezwzględnie na światłach długich. Jeśli Twoje światła drogowe świecą wyżej, niż wskazywałyby normy – nie reguluj ich. Nie wyłączaj świateł długich, jeśli za kimś jedziesz lub mijasz pojazd nadjeżdżający naprzeciwko – wręcz przeciwnie, właśnie wtedy upewnij się, że masz je włączone. I naprawdę nie chodzi o to, żebyś Ty więcej widział – chodzi głównie o to, by jak najwięcej światła, najlepiej bezpośrednio z reflektorów, docierało do oczu innych uczestników ruchu. To czysta fizjologia: łatwiej się zasypia po ciemku, więc Ty innych nie oślepiasz – Ty po prostu robisz wszystko, co w Twojej mocy, by nie zasnęli.

Mój Ty drogowy altruisto! Aniele!

Znaki terenu zabudowanego na drogach krajowych czy wojewódzkich to sygnał: Twoje audytorium rośnie, przyłóż się do edukacji! Czas to pieniądz – masz okazję przypomnieć ten złoty wniosek z ekonomicznej teorii względności naprawdę wielu ludziom. W szczerym polu taka okazja raczej Ci się nie trafi, chyba że będziesz mijał pielgrzymkę na Jasną Górę. Dlatego, przejeżdżając przez teren zabudowany (lub mijając rzeczoną pielgrzymkę), nie zwalniaj. Zwalniając przeczysz temu, co chcesz przekazać innym: że czas to pieniądz.

Niedopałki wyrzucaj koniecznie przez okno. Wiem, że wrzucenie do popielniczki byłoby wygodniejsze, ale nie możesz myśleć tylko o sobie. Miej na względzie przyszłych właścicieli Twojego auta – sądzisz, że chcieliby, by tapicerka przesiąkła zapachami wydobywającymi się z niedopałków w samochodowej popielniczce? Z pewnością nie!

Poza tym, skoro wywołaliśmy już nauki ekonomiczne, niedopałek na ulicy to niedopałek, który ktoś może sprzątnąć. Z pewnością kojarzysz te zwały petów zalegające wzdłuż krawężników przed ruchliwymi skrzyżowaniami – one tylko czekają na to, by stworzyć nowe miejsce pracy dla osoby, która je sprzątnie. Pamiętaj: Twój niedopałek wyrzucony przez okno to nie śmieć. To potencjalny impuls popytowy dla gospodarki. Porcja adrenaliny wstrzyknięta w ekonomiczny krwioobieg naszego pięknego kraju.

Wyprzedzanie na autostradzie. Autostrad mamy w Polsce niewiele, dlatego każdy ich metr należy wykorzystywać możliwie efektywnie. Prujesz 180 km/h, gdy 500 metrów przed Tobą ktoś zaczyna wyprzedzać kolumnę TIRów? Koniecznie dopadnij go w połowie manewru i utrzymuj stałą odległość 30-40 cm. Wszystko po to, aby zostawić jak najwięcej za sobą oraz zmobilizować marudera przed Tobą do respektowania zasady… a jakże, czas to pieniądz!

Zalecenie zachowywania odległości 30 cm dotyczy tylko dużych prędkości, w szczególności nie dotyczy jazdy (a właściwie stania) w korku. Kiedy zatrzymujesz się w korku, nie stawaj zbyt blisko samochodu bezpośrednio przez Tobą – zachowaj dystans 3 do 4 metrów. W końcu nie tylko Ty jesteś drogowym altruistą – wokół Ciebie jest ich wielu! I nikt z nich nie oczekuje od ciebie, że będziesz wdychał wyziewy dobywające się z samochodu stojącego przed tobą!

Albo że będziesz wdychał wyziewy dobywające się z sygnalizacji świetlnej – zatrzymuj się co najmniej półtora metra przed linią wymalowaną przed skrzyżowaniem.

Stosując te dwie zasady, zmniejszasz liczbę samochodów, które zmieszczą się miedzy dwoma kolejnymi skrzyżowaniami. I słusznie, to Twój wkład w ideę zrównoważonego transportu. Kiedy ludzie zorientują się, że korki są złe, to może przesiądą się do MPK. A nawet jeśli się nie przesiądą, to może ktoś przynajmniej strąbi skrajnego egoistę, który pojechał za tobą i utknął na środku skrzyżowania, oczekując, że dla jego dobra wykorzystasz 3 metry wolnego miejsca przed sobą i będziesz się truł spalinami poprzednika!

Egoizm trzeba tępić w zarodku!

Jadę różowym samochodem, chcę jechać prosto i mam zielone światło - ale nie pojadę, dopóki na pasie do skrętu w prawo nie zapali się zielone światło, bo kierowcy w zielonym i czerwonym samochodzie postanowili uszanować swoją strefę komfortu przed sobą.

Jadę różowym samochodem, chcę jechać prosto i mam zielone światło – ale nie pojadę, dopóki na pasie do skrętu w prawo nie zapali się zielone światło, bo kierowcy w zielonym i czerwonym samochodzie zatrzymali się tak, by uszanować strefę komfortu przed sobą.

Zakręt lub zmianę pasa sygnalizuj dopiero w trakcie manewru, kiedy Twój zamiar jego wykonania jest już dla każdego oczywisty tak czy inaczej. Przed chwilą mówiliśmy tak wiele o znaczeniu altruizmu i zrozumienia na drodze, że można zapomnieć, że jazda na drodze to nie tylko ciągłe przejmowanie się innymi uczestnikami ruchu. Niestety. Droga to jednak także rywalizacja. Szlachetna, ale jednak rywalizacja. Dlatego pamiętaj: włączając sygnalizację przed wykonaniem manewru, zdradzasz swoje zamiary i sam odbierasz sobie przewagę nad pozostałymi uczestnikami ruchu. Dlatego – przykładowo – gdy zamierzasz skręcić na skrzyżowaniu w prawo – do końca jedź z normalną prędkością, po czym kolejno: 1. ostro hamulec, 2. skręt kierownicy i wreszcie, w połowie łuku, 3. migacz.

Pressing działa nie tylko w sporcie: nie daj przeciwnikom chwili spokoju, wyprzedzaj ich na podwójnej ciągłej, nawet gdy jadą z maksymalną dopuszczalną prędkością. Linie ciągłe przed zakrętem, wzniesieniem czy skrzyżowaniem, malowano z myślą o kierowcach z mniejszymi umiejętnościami, niż Ty. Pamiętaj: Ty jeździsz szybko, ale bezpiecznie. I nie daj sobie wmówić, że jeździsz agresywnie. Zresztą, sformułowania „agresywna jazda” to mowa nienawiści. Ty nie jeździsz agresywnie – jeździsz asertywnie.

Zresztą, przepisy drogowe są jak piracki kodeks w Piratach z Karaibów: to raczej zalecenia, niż twarde reguły.

Saturn i spółka

Tylko… czy to wszystko ma cokolwiek wspólnego z Saturnem?

Ano ma.

Egoizm. Mówi się, że Polacy to naród indywidualistów, ale ja myślę, że to tak idealistyczne ujęcie problemu, że aż naiwne. Jesteśmy narodem egoistów. Cholernych egoistów. I to widać jak na dłoni na polskich drogach. Widać na parkingach pod szkołami – a na pewno widać na parkingu pod „moją” szkołą. Widać na osiedlowych uliczkach – a na pewno widać na uliczkach na moim osiedlu.

Owszem, upraszczam, generalizuję, a może nawet przejaskrawiam. Są przecież tacy, którym korona nie spadnie z głowy, jeśli osiedlową alejkę przejadą na dwójce, nie dodając gazu. Ale tych, którzy muszą rozgrzać hamulce na najbliższym progu zwalniającym, wciąż jest za dużo. Jest ich zapewne większość.

Pamiętacie moją spontaniczną, ale całkiem naukową próbę oszacowania liczby kretynów na drogach – a kretynizm w tym przypadku spokojnie można wiązać z egoizmem – na przykładzie wyprzedzania „na trzeciego” rowerzysty? Wyszło mi 20%. Co piąty wyprzedzający rowerzystę uznawał swoje prawo do korzystania z drogi i zachowania dotychczasowej prędkości za istotniejsze od ryzyka potrącenia rowerzysty czy sprowokowania go do potencjalnie niebezpiecznego uniku. W kolejnych miesiącach zeszłego roku liczyłem sobie więc hobbystycznie podobne sytuacje: wraz ze wzrostem liczby obserwacji, odsetek egoistów rósł. Dynamicznie, niestety. (W tym roku powtarzam ten eksperyment, żeby dojść do w miarę precyzyjnej wartości, ale póki co liczba obserwacji jest zbyt niska, żeby wyciągać z niej jakiekolwiek statystycznie wiążące wnioski.)

Jeśli sięgnąć po nieco twardsze dane, niż moje obserwacje z 500 km trasy – na przykład liczbę śmiertelnych ofiar wypadków drogowych – to okazuje się, że mamy ich w przeliczeniu na 1000 mieszkańców z grubsza dwa razy więcej, niż na przykład w takiej Wielkiej Brytanii.

Owszem, ktoś zaprotestuje – sieć dróg! Autostrady! Sam pisałeś, że autostrad mamy mało, a te są przecież bezpieczniejsze niż inne drogi!

I oczywiście będzie miał sporo racji, ale sieć dróg to nie wszystko. Przecież doskonale wiemy, że wciąż mamy kiepskie, właśnie niebezpieczne drogi – i jak wielu z nas chociażby przestrzega ograniczenia prędkości do 90 km/h – 5%? 10%? Jak wielu z nas zwalnia do 50 km/h w terenie zabudowanym – 15%? Kiedy jadę z maksymalną dopuszczalną prędkością, to najczęściej nie mam kogo wyprzedzać – to ja jestem wyprzedzany. Regularnie, permanentnie i nierzadko z wyraźnym zniecierpliwieniem, objawiającym się jazdą na zderzaku. W miastach i miasteczkach na trasie siedzą mi na nim nie tylko osobówki – siedzą mi na nim TIRy, którym nie „kalkuje się” zdjęcie nogi z gazu na minięcie kilku chałup.

A kiedy w mediach znajdzie się opis jakiegoś krwawego wypadku, to pojawia się mnóstwo głosów, że to nie prędkość zabija, nie „bo mi się spieszyło”, tylko „zły stan dróg”.

Najwyraźniej to nie kierowcy nie dostosowują się do stanu polskich dróg. To stan polskich dróg nie dostosowuje się do prędkości kierowców.

Najwyraźniej przenośnia związana z kładzeniem torów przed rozpędzonym pociągiem działa na wyobraźnię i są tacy, którzy jak najbardziej realnie oczekują, że przed prującym drogą krajową bolidem marki BMW, Audi czy Skoda Fabia, popylać będzie z prędkością 120 km/h walec i ekipa drogowców, dodając drugi pas ruchu i łatając dziury.

Bo jak Polak jedzie, to Polak wymaga.

I – już naprawdę wracam do reklamy Saturna – oczekuje, że otoczenie będzie dostosowywać się niego, a nie na odwrót. Kiedy wsiądzie do samochodu, będzie oczekiwał, że to rowerzyści ustąpią mu drogi. Kiedy wsiądzie na rower, by mknąć promenadą, będzie oczekiwał, że małe dzieci albo karnie będą trzymać się matek, albo te będą trzymać za rękę niesforne dzieci. I nie zwolni.

Bo ma prawo jechać.

Więc wymaga.

Saturn i spółka. Naprawdę.

I ten indywidualizm (pozwólcie, że będę się tym słowem jednak posługiwał, ale czytajcie je proszę z przekąsem), najwyraźniej dostrzegają marki. Dostrzega Saturn, dostrzega ING, dostrzega Orange.

Rok temu, kiedy pisałem o dość specyficznie pojmowanej przez ING idei ludzkiej solidarności, jeden z czytelników, Piotr, zwrócił mi uwagę na wszędobylską pierwszą osobę, którą posługuje się reklamowy klient tego banku: ja, mnie, mój bank, moje pieniądze, ja, ja, ja.

Pamiętam, że przytaknąłem wtedy częściowo z kurtuazji, bo apelowanie do indywidualizmu Polaków w reklamach ING jakoś szczególnie mnie nie uderzało. Najwyraźniej jednak Piotr zdecydowanie szybciej wyczuł pismo nosem, bo reklama ING, twórczo rozwijająca trend obecny już rok temu, dzisiaj wygląda tak:

Jedyny powód, dla którego hasło Orange (za chwilę) nie jest hasłem ING, jest taki, że Orange wymyśliło je pierwsze

Jedyny powód, dla którego hasło Orange (za chwilę) nie jest hasłem ING, jest taki, że Orange wymyśliło je pierwsze

Najważniejsze pieniądze świata to moje pieniądze.

Nie ma to jak właściwa kombinacja skromności i poczucia własnej wartości.

***

Rok temu, przy okazji dyskusji o ING wysunąłem – pół-serio – hipotezę, że być może to pomarańczowy kolor w jakiś sposób wiąże się z indywidualizmem docelowych klientów. Jako przykład podałem wtedy Orange i głęboko humanistyczne hasło tej firmy: Liczy się to, co ważne dla Ciebie.

I może coś z tym kolorem jest na rzeczy, bo oto w maju Saturn, kolejna „pomarańczowa” marka, popisał się taką oto reklamą:

Wojtechu, jak wybrać najlepszy majowy prezent dla ośmiolatka? – pyta niejaki iReneusz.

To proste – tak, żeby służył także nam – odpowiada głosem Wojciecha Manna niejaki Wojtech.

– [śmiech] no bo kto bawi się konsolą i dronem, kiedy dzieci idą spać? – to znowu iReneusz.

– No właśnie. Drodzy państwo, pomyślcie czasem o sobie – a to znowu Wojtech, w głosie którego pobrzmiewa nie tylko głos Wojciecha Manna, ale i nutka dobrotliwego pobłażania dla państwa głuptasków, którzy nie wiedzieć czemu, kupując prezent nie myślą o sobie.

Początkowo irytował mnie w niej najbardziej ten „majowy prezent dla ośmiolatka”, czyli – jakże przemyślna i wyrafinowana, po prostu nie posiadam się z zachwytu nad finezją twórców – próba podpięcia się pod komunijny szał zakupów Polaków, zrealizowana jednak w taki sposób, by faktycznie o komunii nie wspominać.

Takie, rozumiecie, przymrużenie oka. Przecież nikt tu nie mówi o komunii, prawda?

I słusznie, bo komercjalizacja komunii ma złą prasę, szczególnie od czasu pamiętnej komunijnej inicjatywy jednego z Empików.

biblia i playstation w zestawie

Playstation w gotowym zestawie z Biblią. Albo na odwrót.

Jednak prasa prasą, beka w Internecie beką w Internecie, darcie szat przez idealistów darciem szat, ale pieniądz jest pieniądz, a z dronów i Playstation na komunię jest go więcej, niż zwykle. Grzech nie skorzystać.

Andrzej Rysuje Komunia Dron

Mam nadzieję, że Andrzej nie tylko Rysuje, ale i Wybacza fabularyzację jego obrazka. Oryginał tutaj

Wraz z końcem sezonu komunijnego skończyły się pytania o „majowy prezent dla ośmiolatka, Wojtechu”, ale nic straconego. Wielkimi krokami zbliżał się Dzień Dziecka, więc na przełomie maja i czerwca dialog iReneusza z Wojtechem wrócił na antenę. Jedyna różnica sprowadzała się do tego, że iReneusz – najwyraźniej pozbawiony umiejętności dostrzegania analogii – nie pytał już o „majowy prezent dla ośmiolatka”, a „najlepszy prezent dla dziecka”.

I wtedy już, pozbawiona komunijnej konkurencji, zdecydowanie bardziej kłuła mnie w oczy (w uszy właściwie), wypowiedziana oczywiście z przymrużeniem oka sugestia: dając prezent, myślcie o sobie.

Altruizm w czystej postaci. Oczywiście z przymrużeniem oka, prawda?

Saturn jednak na tym nie poprzestał. Wkrótce postanowił postawić kropkę nad i.

Pytanie, czy ostatnią. W końcu alfabet zna taki znak, jak ï.

***

– Człowiek jest zachłanny, Reneuszu. Kupi pralkę – marzy o żelazku, ma telewizor – chce soundbar. – tłumaczy głosem znającego życie Wojciecha Manna znający życie Wojtech.

– Na szczęście Saturn daje kasę na drugi produkt – odpowiada iReneusz.

– Bądźmy zachłanni, drodzy państwo – radzi głosem mentora Wojtech.

– Saturn daje kasę na drugi produkt RTV i AGD. Kup lodówkę Siemens 70 cm szerokości Inox A++ za 3299 zł, a dostaniesz 300 zł na drugi produkt. – dopełnia sprzedażowych formalności iReneusz.

Bądźmy zachłanni, drodzy państwo.

Bądźmy zachłanni.

Gordon „greed is good” Gekko lubi to.

***

Jestem przekonany, że to nie przypadek. Że szefowie marketingu pomarańczowych marek, podobnie jak ja, dostrzegają ów polski indywidualizm. Że dostrzegają jego powszechność. Być może nie na polskich drogach, a w opasłych raportach z badań, ale go dostrzegają, i postanowili wykorzystać w swojej pracy.

Jasne, „najważniejszych pieniędzy świata” nie należy traktować dosłownie. Jasne, „bądźmy zachłanni” pojawia się w tekście reklamy z przymrużeniem oka.

Ale jestem przekonany, że – jeśli dałoby się zajrzeć do briefu reklamodawcy, gdyby móc wpaść na spotkania, na których omawiana jest strategia marketingowa i definiowany jest profil psychologiczny tzw. targetu – to okazałoby się, że z najbardziej z przymrużenie oka jest samo przymrużenie oka.