• ( n i e ) n a c h a l n a   a u t o p r o m o c ja

Jak na moje – chodzi o wielkiego, grubego chuja

Właściwie powinienem zacząć od ostrzeżenia, że dzisiejszy wpis będzie miejscami zawierał plugawe słownictwo, ale mam niejasne wrażenie, że jest już po ptakach…

Zacznę więc od fotki i obserwacji.

Fotka:

rozkosz_w_ustach_tn

Billboard taki.

Obserwacja:

Przy okazji reklamy takiej jak ta powyżej zawsze, ale to zawsze znajdą się ludzie, którzy z podziwu godnym uporem będą twierdzić, że na widok hasła „jeszcze nie miałam tego w ustach” zilustrowanego fotografią ponętnych, rozchylonych kobiecych ust absolutnie nie przychodzi im do głowy – żeby nie powiedzieć „nie staje im przed oczami” – kawał wielkiego, grubego chuja.

Zawsze, ale to zawsze znajdą się ludzie, którzy gdy usłyszą w komentarzu do takiej reklamy słowo „seks”, odpowiedzą pełnym autentycznego zdziwienia „tylko z jednym Wam się to kojarzy?”, „a może przekaz ma drugie dno?” lub czymś podobnym. (Swoją drogą wizja drugiego dna w tym przypadku wydaje się co najmniej niepokojąca – wydawałoby się, że już pierwsze dno jest wystarczająco głęboko, a tymczasem pada zapowiedź kolejnego…)

Zawsze znajdą się ludzie, którzy nie mają bladego pojęcia, jak w czymś tak niewinnym można doszukać się wielkiego, grubego chuja.

Ci wyzuci z jakichkolwiek erotycznych skojarzeń ludzie to – a jakże – autorzy tych reklam. Przedstawiciele jedynej na świecie branży bez kosmatych myśli. Nieodmiennie zaskoczeni, że publice może się kojarzyć. I nieodmiennie zaprzeczający, jakoby w reklamie chodziło przede wszystkim o to, o co w niej chodzi.

No bo przecież tu nie chodzi o coś, o czym z jakiegoś kompletnie niezrozumiałego powodu wszyscy myślą. Tu przecież chodzi o – to tak jasne i oczywiste – o du… ojej, znaczy o zupę.

Tak samo jak kiedyś firmie Kupiec chodziło o owsiankę.

jestem_gotowa

Mortal kombo od Kupca

Tak na marginesie, zawsze zastanawiało mnie, dlaczego Kupiec ubrał dziewczęta ganiające po mieście w koszulki z napisem „jestem gotowa w 3 minuty” – przecież to hasło ledwo co wiąże się z produktem. Dużo lepsze i bardziej adekwatne byłyby przecież dziewczęta ganiające po mieście w koszulkach z napisem „moje ziarenka pęcznieją w 3 minuty”.

***

I na koniec pytanie: po co? Po co kolejna reklama w stylu he-he-he-ale-jesteśmy-zabawni-no-przecież-nie-chodziło-nam-o-wielkiego-grubego-chuja?

Reklam w stylu he-he-he-przecież-nie-chodziło-nam-o-wielkiego-grubego-chuja przeciętny Polak widział już… no cóż, od chuja. Szansa na to, że jeszcze jedna zrobi na nim jakiekolwiek wrażenie, jest w najlepszym razie mizerna.

Naprawdę: to, czego dziewczę z reklamy nie miało jeszcze w ustach, przeciętny Polak ma już w dupie. Bo przeciętny Polak ma w tym zakresie naprawdę bogate doświadczenia.

Chociaż w tej akurat kampanii może być coś wyjątkowego: wygląda na to, że administrator fan page’a akcji na Facebooku zdradził kulisy powstawania kampanii, przy okazji potwierdzając jedną z popularnych teorii wyjaśniających przebieg procesu twórczego w podobnych przypadkach:

rozkosz_w_ustach_fb

Autorowi pytań gratuluję talentu w zakresie wydobywania zeznań!